CARLA
W końcu po ciężkim
dniu mogłam odetchnąć. Rozłożyłam się na kanapie i oglądałam jakieś
odmóżdżające programy w telewizji. Powinnam robić zadania z matmy, ale na razie
nie miałam na to najmniejszej ochoty. Chociaż z drugiej strony powinnam się
wziąć za siebie jeśli nie chce mieć kibla w maturalnej klasie. W najlepszym
wypadku czeka mnie szkółka letnia i nici z wymarzonych wakacji.
- Carla! Jesteś? – usłyszałam wołanie mojego taty. Nawet nie
zwróciłam uwagę kiedy wszedł do domu.
- Taa. W salonie. – odpowiedziałam mu i ściszyłam telewizor.
– Jak poszło przesłuchanie? – zapytał. Jestem ciekawa, która z tych pustych
panienek będzie się napalała na mojego ojca na planie teledysku.
- A dobrze. Nie było problemu z wyborem, bo wszystkim
przypadła do gustu jedna dziewczyna. – odpowiedział i rzucił na stolik portfolio
tej wybranej. Zaczęłam je przeglądać i sama do siebie się uśmiechnęłam. To była
ta dziewczyna, której przerwałam przesłuchanie. No tatusiu masz gust. Ona
jedyna wyróżniała się z pośród tych wszystkich pustych lal. Była naprawdę
ładna.
- Bardzo dobry wybór. – skomentowałam.
- Wiem. – odpowiedział nieskromnie mój ojciec. W końcu padło
jedno pytanie z jego ust. Jak tam w
szkole. Wypuściłam ze świstem powietrze i odpowiedziałam, że dobrze tylko
matematyczna się na wszystkich uwzięła. Nic nie powiedziałam mu o jedynce z
matmy. Przecież poprawię. Chyba…
Wieczorem mieliśmy
gościa. Mojego ukochanego gościa. Jednak sądzę, że określenie „gość” nie jest
na miejscu, bo jest on dla nas częścią rodziny. No przecież nawet nie puka do
drzwi, ani nie powie
„dzień dobry”. Taki jest właśnie wujek Tyler.
„dzień dobry”. Taki jest właśnie wujek Tyler.
- No co tam? Pokaż jaką lalunię wybraliście. – uśmiechnął
się Steven.
- O nie wujku! Tym razem to porządna i ładna dziewczyna! –
skarciłam go i podałam mu portfolio. Zaczął je dokładnie przeglądać. Strona po
stronie. Gdy zobaczył jedno z nich aż zagwizdał.
- Jednak twój tata ma gust. – szepnął do mnie, a ja
zachichotałam pod nosem.
- Ej Stev! Tylko łapy precz od niej. Raz się chociaż
zachowuj. – mój tata zaczął go pouczać. Oboje spojrzeliśmy na niego i
krzyknęliśmy „Uuuu!”. Widać, że trochę go to zażenowało i spojrzał na mnie. –
Czasem się zastanawiam czy naprawdę jesteś moją córką, czy nie tego debila. –
wskazał palcem na Tylera.
- Też się zastanawiam, bo taka ładna to nie może być po
tobie. – westchnął teatralnie wujek i poszedł do lodówki po piwo. Ojciec
spojrzał na niego morderczym wzrokiem i podał mu informację dotyczące
teledysku. Wiedziałam, że nic tu po mnie i poszłam do pokoju. Stwierdziłam, że
chyba czas się wziąć za zadania z matmy. Kilka pierwszych zrobiłam bez
najmniejszego problemu, jednak później było pod górkę.
- Carla jesteś idiotką. Nie zdasz tego. – westchnęłam. Mój
mózg już więcej nie wytrzyma, więc pora na relaks. Położyłam się na łóżko i
włączyłam radio. Grali nawet fajne kawałki. Jackson, Rolling Stonsi, nawet
uśmiechnęłam się pod nosem gdy puścili „Dream On”. Piosenkę, którą często mi
śpiewał tata przed snem. Po chwili spiker w radiu zapowiedział kolejny rockowy
zespół, którego debiutancka płyta odniosła wielki sukces. Puścili ich hit
„Sweet Child O’Mine”.
- Znam to! – powiedziałam sama do siebie. Oni są z Geffen!
Natknęłam się na nich raz jak byli w trakcie nagrywania. Widać ich kariera się
bardzo rozwinęła. Spodobał mi się ten kawałek, więc szybko pobiegłam do ojca.
- Tato! – wparowałam do salonu jak burza.
- Co się stało? – zapytał widząc mój entuzjazm.
- Ci no… Guns N’ Roses. Są od was? – zapytałam go.
Odpowiedział, że tak. Od roku są u nich w wytwórni. – No bo… załatwił byś mi
ich płytę? – uśmiechnęłam się najładniej jak potrafiłam. Steven zaśmiał się pod
nosem, a tata spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Nie ma sprawy. Pojutrze nagrywamy teledysk, więc przyjdź i
ci załatwię. – odpowiedział. Ucieszyłam się i mocno go przytuliłam dziękując
mu.
- Twój tata ma krótką pamięć. – zaśmiał się wujek.
Spojrzeliśmy na niego pytająco, o co mu chodzi? – To, że oni na nową płytę
coverują nasz utwór i za kilka miesięcy na koncertach będą robić za nasz suport
ty szarpidrucie z pamięcią krótkotrwałą. – wytłumaczył Steven. Ojca wtedy
olśniło i przypomniał sobie o tym zdarzeniu. Wujek tylko kiwnął głową z
dezaprobatą i mruczał coś pod nosem. I jak tu ich nie kochać?
Dwa dni później
siedziałam w klasie od biologii. Mieliśmy zastępstwo, ponieważ facetka od matmy
się pochorowała. Jakoś nikomu nie było jej szkoda. Właśnie omawialiśmy układ
pokarmowy człowieka, gdy do klasy wparowała pani vice dyrektor i obwieściła
nam, że do kolejnej środy nie będzie lekcji matematyki. Chyba nie muszę mówić
jaką radość wywołała ta wiadomość? Zdezorientowana dyrektorka opuściła salę, a
my przeszliśmy do zajęć. Postanowiłam, że przez te dni zawezmę się i nauczę się
tej matmy i dogryzę tej facetce.
- Dobrze kochani, na dziś to już wszystko. Życzę miłego
weekendu i do widzenia. – zakończyła lekcje nasza biologiczka. Wszyscy zerwali
się do wyjścia i tworzyły się grupki. Jedni szli na piwo, jedni umawiali się na
imprezę.
- Hej Carla! Dziś jest impreza u Sandry. Wpadniesz? –
dogoniła mnie Alice.
- Wybacz, ale nie. Dzisiaj zostaję w Geffen z tatą. –
grzecznie odmówiłam i ruszyłam w stronę domu, żeby przebrać się w coś
normalnego, a nie łazić w tym mundurku.
Od razu czułam się swobodniej. Wzięłam na drogę jabłko i
mogłam już iść. Byłam bardzo ciekawa tego całego Guns N’ Roses i bardzo
chciałam przesłuchać ich płytę. Może załapię się na autografy?
Gdy dotarłam do
Geffen przywitałam się z ochroniarzami, którzy poprowadzili mnie na plan
zdjęciowy. Weszłam do jakiegoś wielkiego pomieszczenie ze sceną. Nagle poczułam
jak ktoś mnie obejmuję ramieniem.
- Hej Carla. – uśmiechnął się do mnie wujek, który był
ubrany jakieś czerwone wdzianko.
- Cześć gdzie jest tata? – zapytałam. Powiedział mi, że
gdzieś siedzi pod sceną i omawia coś z reżyserem. Zauważyłam go. Miał na sobie
spodnie w krowie łatki? Pomachałam mu z daleka, ten podszedł do mnie się
przywitać.
- Słuchaj kochanie. Za godzinkę albo dwie Gunsi przychodzą
nagrywać. Będą dwa piętra wyżej. – oznajmił mi. Powiedziałam, że mi to nie
przeszkadza i mogę poczekać. Zobaczę sobie jak nagrywają teledysk. Przy okazji
znalazłam tą modelkę, która wygrała casting u mojego taty. Pomyślałam, że
podejdę i zagadam.
- Hej! – uśmiechnęłam się do niej. Chyba trochę się
przestraszyła, ale nieśmiało odwzajemniła uśmiech. – Jestem Caroline, ale mów
mi Carla. Gratuluję wygranego castingu.
- Dziękuję. To dużo dla mnie znaczy. Jestem Zoe. –
przedstawiła się.
ZOE
Uścisnęłam jej drobną dłoń uśmiechając się
nieśmiało.
- Trochę się denerwuję, nie wiem co takiego
mam tutaj robić – powiedziałam cicho rozglądając się dookoła. Steven chodził w
jakimś dziwnym, obcisłym stroju, a Joe rozmawiał z reżyserem. W łaciatych spodniach,
matko.
- Daj spokój, wszyscy są tutaj spoko i na
pewno dobrze ci wytłumaczą twoją rolę – pocieszała mnie Caroline.
Kiwałam
głową i przestałam na chwilę słuchać jak Carla się rozgadała o jakieś
matematyczce, która się na nią uwzięła.
- Zoe, skarbie pozwól tutaj na chwilkę! –
krzyknął do mnie Perry z drugiego końca sali. Ocknęłam się po chwili. Skarbie?
Widocznie
Carla też się zdziwiła, bo ze Stevenem wymieniła porozumiewawcze spojrzenia
jakby już o tej sytuacji rozmawiali. Zarumieniłam się i podeszłam do
gitarzysty.
- To jest reżyser, Adam. Spotkałaś go już na
castingu, rozmawiałem z nim i stwierdziliśmy że ujęcia z tobą zrobimy dopiero
po przerwie. Jak na razie musisz iść do charakteryzatorki i stylistki –
tłumaczył mi Perry trzymając swoją dłoń na moim ramieniu. Wpatrywałam się w
niego i próbowałam głupkowato nie uśmiechać.
- Jasne, a… może iść ze mną twoja córka? –
spytałam niepewnie.
On tylko
uśmiechnął się szeroko. Jezusie kochany.
- Oczywiście, zabierz ją stąd bo nie da mi
spokoju o te spodnie. Ja tego nie chciałem, przegrałem zakład z Tylerem i muszę
je nosić.
Adam
prychnął, lecz po chwili chrząknął i zaczął przeglądać swoje papiery. Westchnęłam
i ruszyłam do garderoby kiwając na Caroline, by poszła za mną.
Nie było tam
nikogo prócz dwóch kobiet odpowiedzialnych za makijaż i stroje. Usiadłam na
krześle i zaczęło się.
*
- No i ona jest taka straszna, ciągle stawia
mi jedynki jakby to coś miało pomóc. Jak nie zdam to ojciec mnie przecież
zabije – lamentowała Carla.
- Na pewno ci aż tak źle nie idzie, nie
zamartwiaj się tak. Zmień tok myślenia, kochana. Ile ty masz lat w ogóle?
Spłonęła
rumieńcem i odstawiła wodę na stolik.
- Siedemnaście.
- Jak ja chciałabym mieć znów tyle lat… w tym
wieku zaczynałam pracować w modelingu. Zamiast dobrze się bawić na studniówce
to tkwiłam w samolocie lecącym do Chile, a na maturę zdążyłam ledwo co przez
przedłużenie się jednorazowej sesji dla Levisa.
Ta patrzyła
na mnie z otwartymi ustami ze zdziwienia. Makijażystka dopracowała swoje dzieło
i dała mi spokój. Miałam zrobione smoky eyes, podkreślone kości policzkowe oraz
usta były uwydatnione za pomocą cielistej szminki. Stylistka pokazała mi
ubrania, które mam nałożyć i to wszystko.
- Mam wolne, co robimy?
Caroline
uśmiechnęła się szeroko, jakby miała jakiś plan.
- Idziemy spotkać się z pewnym zespołem.
Dostałam od taty cynk, że już powinni być w studiu nagraniowym.
Ruszyłyśmy
na drugie piętro, ja zdenerwowana a ona niezwykle podekscytowana. Nagle przyszło
mi coś do głowy.
- Ej, a co to za zespół?
- Guns N’ Roses – powiedziała jakby od
niechcenia.
Cholera,
uwielbiałam ich.